Europa XIX wieku była światem, w którym dziecko tuż po urodzeniu oddawało się na wychowanie obcej kobiecie, a aborcję potępiało głośniej niż mord na narodzonym już niemowlaku. Ten klimat stworzył zbrodniarki, które usuwają w cień nawet dokonania współczesnego im Kuby Rozpruwacza.
Oddajmy głos świetnemu varsavianiście i jednemu z najlepszych znawców dawnej polskiej przestępczości – Stanisławowi Milewskiemu:
„W nocy z 17 na 18 lutego 1890 r. zapalił się drewniak między Śliską a Sienną. Ogień szybko zajął cały dom, tak że zaskoczeni i przerażeni mieszkańcy musieli wyskakiwać przez okna, zostawiając swój skromny dobytek. Strażacy, którzy zjawili się dość szybko, sprawdzali przede wszystkim, czy w domu nie pozostał ktoś z lokatorów.
Prawda zaszyfrowana w kościach
Dr. Andrzej Czubak jest antropologiem. Na co dzień pracuje w Instytucie Ekspertyz Sądowych im. Dra Jana Sehna w Krakowie. Nasz gość jest jednym z kilku w Polsce ekspertów badających kości. Brał udział w badaniach szczątków generała Władysława Sikroskiego, a także czaszki „Jana Kochanowskiego”. Ściśle współpracuje z prokuraturą. Pomaga przy kilkudziesięciu sprawach kryminalnych rocznie. Dla Tajemnic Medycyny z naszym gościem rozmawia Rafał Praszczałek.
Europejska tradycja leczenia chorób psychicznych obfituje w szokujące praktyki, kontrowersyjne metody i teorie, które do dziś rzucają cień na nauki medyczne, psychologię i psychiatrię.
Oto opowieść, jak dzięki trzem niegrzecznym chłopcom z pewnego amerykańskiego sierocińca pokonano jedną z najbardziej tajemniczych chorób początku XX wieku.
Wszyscy chorzy najpierw dostawali lekkiej wysypki i bolesnych rumieńców na głowie i szyi, dłoniach, przedramionach i stopach. Wysypka przeradzała się w krosty, po których, po pęknięciu, pozostawały czarne strupy. Do tego czerwienił się język, a w ustach pojawiało się uczucie palenia. Ale to był dopiero niegroźny początek. Wkrótce pojawiała się biegunka, a potem poważniejsze problemy. Pacjenci robili się nerwowi i tracili kontrolę nad niektórymi ruchami ciała. W zaawansowanych stadiach choroby cierpieli na bezsenność, która kończyła się szaleństwem.
Choć zmarła przed 60 laty w szpitalu w Baltimore, w pewnym sensie Henrietta Lacks żyje nadal. Jej nieśmiertelne komórki nowotworowe, ważące dziś łącznie 20 ton, nie przestają zadziwiać badaczy na całym świecie.
Henrietta Lacks nie wyróżniała się za życia niczym szczególnym. Urodziła się jako Loretta Pleasant w 1920 r. w Roanoke w Wirginii. Jej ojcem był bogaty biały plantator, a matką jedna z jego czarnych robotnic. Sama Hennie też pracowała na plantacji tytoniu. Wcześnie poślubiła swojego kuzyna Davida Lacksa i miała z nim piątkę dzieci. W 1941 r. cała rodzina przeprowadziła się do Baltimore.